Blog Tomka Wójcika

Moje miejsce w Sieci

Zdolna bestia ;).

Opublikował/a tomekwojcik w dniu maj 12, 2008

Taką to prackę moja siostra wykonała na zajęcia przygotowujące ją do nauki w gimnazjum plastycznym. Chodziło o to, żeby dorysowała resztę widoczku, który jest na zdjęciu wklejonym na górze (to jest de facto pocztówka pokazująca “Częstochowę wczoraj”). Doświadczeni graficy na pewno dostrzegą kilka niedoróbek. Ja kilka dostrzegłem, np. “falującą” dolną krawędź budynków ;). Nie zmienia to faktu, że rysunek bardzo mi sie podoba.

Prawa autorskie:
Autorem grafiki jest Sylwia Wójcik. Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikacja bez zgody właścicielki zabroniona.

Opublikowany w Ogólne | Komentarzy: 4 »

Z cyklu “Tomek poszedł do kina” :).

Opublikował/a tomekwojcik w dniu maj 10, 2008

Za namową mojej mamy poszedłem dzisiaj do kina. Mama i siostra poszły na “Nie kłam kochanie”, zaś ja na “Sierociniec”. Film uznałem za wyśmienity :).

Pierwsze co mnie rozwaliło to język. Przywitały mnie napisy w jakimś dziwnym języku (obstawiałem włoski). Okazało, się że film jest hiszpański. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czytałem w kinie napisy :). Zwykle, gdy oglądam film po angielsku, to nie czytam napisów (a jeśli mam taką możliwość to je wyłączam). Tak mi wygodniej, poza tym dzięki temu nierzadko więcej z filmu pojmuję. Przyznam, że oglądanie filmu w języku, którego się nie zna jest trudne. Trzeba się koncentrować zarówno na obrazie jak i na napisach…

Co do samego filmu to bardzo mi się on spodobał. Psychologiczny thriller z bardzo zaskakującym (nie tak jednoznacznie szczęśliwym) zakończeniem. Historia opowiedziana jest tak, żeby widz nie miał za dużych szans na jej rozpracowanie przed końcem filmu. Pozornie mało znaczące fragmenty okazują się być kluczowymi elementami fabuły. Co do samej fabuły. Film gra na uczuciach i to dość poważnie. Ludzie, którzy są jakoś wybitnie wrażliwi na problemy dzieci powinni sobie raczej tą pozycję odpuścić. Najbardziej podoba mi się to, że nie było żadnej bezpośredniej rzezi - w zasadzie przez cały film giną trzy osoby. “Sierociniec” poniewiera widza psychologią a nie krwawą jatką, flakami i bezsensowną przemocą. Jak dla mnie zdecydowany plus.

Chciałbym jeszcze na zakończenie wspomnieć o jednej sprawie. Moją uwagę zwróciła pewna dziewczyna (jak na moje oko 24 lata +/- 1 rok), która siedziała niedaleko mnie (swoją drogą całkiem atrakcyjna). Weszła do sali, usiadła, założyła okulary, otworzyła butelkę wody mineralnej, wyłączyła komórkę i oglądała film (pozwoliłem sobie odrobinę obserwować jej zachowanie). Zainteresowało mnie również coś innego - obecność całej masy ludzi, którzy przyszli na seans spodziewając się kolejnego amerykańskiego-lekkiego-horroru-bez-większego-sensu. Ludzie ci byli wyraźnie znudzeni tym filmem, co wyrażali poprzez uporczywe hałasowanie przy pomocy popcorn’u, kubków i słomek z colą, komórek (jak mnie wnerwia gadanie przez telefon w kinie) oraz rozmów. Ta grupa była niestety dużo bardziej liczna od grupy reprezentowanej przez wspomnianą przeze mnie kobietę. Tak sobie później pomyślałem, że ona wiedziała na co idzie. Przyznam, że ja nie wiedziałem na co się piszę, aczkolwiek film mnie wciągnął. W związku z tym pozwolę sobie sobie końcowo zakwalifikować siebie do tej pierwszej, mniej licznej i bardziej elitarnej grupy widzów :).

Reasumując: polecam wszystkim, którzy nie boją się filmów grających na psychice i emocjach.

PS. W kinach powinny być sale dla palących…

Opublikowany w Film, Kino | Otagowane: , , | Komentarzy: 2 »

To się nazywa klasa…

Opublikował/a tomekwojcik w dniu maj 5, 2008

Ściągnąłem sobie dzisiaj z Internetu najnowszy album Nine Inch Nails. Płyta nosi tytuł “The Slip” i po kilku przesłuchaniach stwierdzam, że jest genialna…

Z muzyką NIN zderzyłem się po raz pierwszy grając u kumpla w Quake’a. Soundtrack Q1 to właśnie NIN, zaś Trent Reznor maczał palce w projektowaniu gry (to jemu zawdzięczamy Nailgun’a). Później różnie to bywało, ale zawsze miałem w pamięci muzykę NIN i wracałem do niej. Raz częściej raz rzadziej… Wiadomo jak to jest - różne fazy muzyczne człowiekowi przynosi życie ;).

W marcu roku bieżącego Trent Reznor zrobił coś, czego się po nim nie spodziewałem - wydał czteropłytowy album “Ghosts” na licencji Creative Commons. Wersja dostępna za darmo obejmowała tylko pierwszą płytę i PDF’a pełniącego rolę książeczki. Ściągnąłem, posłuchałem i wydalem $5 (za pośrednictwem mieszkających w UK przyjaciół) na wersję pełną. Muzyka (choć znacznie różniąca się od NIN, które pamiętałem) mi się spodobała - generalnie trance-ambient z mocniejszymi momentami. Pierwszą płytę upodobałem sobie szczególnie, ze względu na jej ambient’owy klimat, który idealnie nadaje sie do porannego autobusu ;).

W połowie kwietnia z forum Myapple dowiedziałem się, że najnowszy singiel pt. “Discipline” jest dostępny na stronach artysty za darmo. Ściągnąłem… Posłuchałem… I padłem…

Dzisiaj Nine Inch Nails wydali album, który promował singiel “Discipline”. Tym razem dostępne jest tylko jedno wydanie - udostępniane za darmo na licencji Creative Commons. Teksty na stronie zachęcają do dzielenia się tą płytą i remiksowania utworów…

Tak się zastanawiam. Trzeba mieć sporo odwagi, żeby w USA wydawać muzykę w Sieci za darmo i na licencji Creative Commons. Wszak RIAA szaleje i ciąga po sądach wszystkich, którzy ściągają z Sieci cokolwiek innego niż Service Pack’i do Windows… Nie zmienia to faktu, że NIN zdecydowanie zarobili na całej tej akcji - ograniczona do 2500 sztuk edycja “Ultra-Deluxe Limited Edition” albumu “Ghosts” wyprzedała się w trzy dni, pomimo tego że kosztowała $300. Ponad 750,000 ściągnięć wersji płatnych w tydzień po premierze albumu też robi wrażenie. Tym razen Trent poszedł krok dalej - dał nam swoją muzykę. Podoba mi się takie podejście, choć nie ukrywam że chciałbym za ten album zapłacić - jest za co.

Tym samym chciałbym Was zachęcić do zapoznania się z “The Slip”. Jedyne co musicie zrobić to podać swojego mail’a. Nie martwcie się - NIN nie będzie Wam wysyłać spam’u. Jeśli spodoba Wam się “The Slip” to zapoznajcie się też z “Ghosts”. Oba wydawnictwa można ściągnąć z oficjalnej strony Nine Inch Nails.

Polecam!

Opublikowany w Muzyka | Bez komentarzy

Co nam w duszy gra?

Opublikował/a tomekwojcik w dniu kwiecień 26, 2008

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak lubicie ten czy inny utwór/zespół/wykonawcę (powinny być inne przyimki, ale “ciiii”)/gatunek? Ja się nad tym zastanawiam od kilku dni.

Wszystko zaczęło się w chwili, gdy w mijającym tygodniu złapała mnie faza na Nine Inch Nails. Połączenie NIN, The Gathering, The Corrs i Moonlight’u zaowocowało u mnie chwilą zadumy. Od mniej-więcej środy chodzi za mną pytanie postawione w pierwszym akapicie: Dlaczego tak mi się to podoba?

Staram się maksymalnie roszerzać swoje horyzonty. Słyszałem muzykę w wielu odmianach: rock’a, punk, grunge, reggae, ska, r’n'b, rock’n'roll, blues’a, jazz, metal, techno, ambient, muzykę elektroniczną (czyli np. The Prodigy, przy których “typowe” techno to pikuś), industrial, muzykę klasyczną (uwielbiam Mozart’a), gotyk, disco, pop, drum’n'bass + kombinacje i podgatunki powyższych oraz wiele innych gatunków, o których w tej chwili nie pamiętam. W każdym z w/w gatunków potrafię się jakoś odnaleźć i wymienić minimum jednego artystę, którego twórczość mnie w jakiś sposób urzekła. Staram się jednak być człowiekiem wybrednym - wyszukuję dźwięki, które do mnie naprawdę trafiają.

No i tak sobie myślę, że trudno jest określić dlaczego coś mi się podoba. Są momenty, gdy jest to jasne, np. The Gathering - wokal + specyficzny styl muzyczny + genialne teksty; czasami jednak jest trudniej, np. w przypadku NIN. Po prostu bywa tak, że słucham jakiejś płyty i nie myślę o niczym innym. Przez ten czas nie istnieje nic - tłok w autobusie, mróz/upał na dworze, dyskusja w gronie znajomych… Ilekroć coś takiego się zdarza to wiem, że to co słyszę mi się podoba… Nie zmienia to faktu, że do niektórych dźwięków przekonuję się długo - tak było z “Nero” Closterkeller’a albo z “How To Measure a Planet?” The Gathering.

Z perspektywy czasu stwierdzam, że do muzyki, tak jak do wszystkiego trzeba dorosnąć. Czasami jest potrzebne pewne zaplecze, które ułatwi obcowanie z jakimś gatunkiem. Myślę sobie, że gdybym usłyszał “Home” The Gathering nie rok temu a trzy lata temu (przy okazji mega fazy na klimaty gotyckie) to nie zwróciłbym nawet na ten album uwagi… Niewątpliwie stwierdzam, że wiele bym przez takie podjeście stracił.

Wniosek? To czy mi się podoba jakaś muzyka to kombinacja wielu czynników - miejsca, czasu, mojego nastroju, otwartości umysłu, kunsztu wykonawcy i tego “czegoś”, co sprawia że po prostu się odpływa…

PS. Strasznie trudno się pisze o tak abstrakcyjnych sprawach…

Opublikowany w Ogólne | Bez komentarzy

Dopadła mnie starość…

Opublikował/a tomekwojcik w dniu kwiecień 21, 2008

W sobotę, po kilku przesunięciach terminu, odbyła się impreza, na której spotkała się reprezentacja mojej klasy z podstawówki. W zasadzie to nie widzieliśmy się od zakończenia ósmej klasy. Z kilkoma osobami co prawda się spotykaliśmy tu czy tam, ale osiem lat nie mieliśmy okazji usiąść wspólnie i pogadać. Impreza była całkiem fajna, ludzie dopisali (nie wszyscy co prawda, ale sporo nas było). Jak to zwykle przy takich okazjach wspominaliśmy szkołę - nauczycieli, siebie nawzajem, nasze wygłupy itp.

Mimo całkiem dobrej zabawy stwierdzam, że błędem było pójście na to spotkanie. Dlaczego? Ano dlatego, że w pewnym momencie coś sobie uświadomiłem. Moi rówieśnicy zaczynają już powoli się statkować. Ludzie biorą śluby, zakładają interesy, niektórzy z nich mają dzieci lub niedługo będą je mieli… A ja? Ja w zasadzie od lat żyję tak samo - w dzień pracuję, w nocy śpię, wieczorami robię różne dziwne rzeczy - gram na basie, oglądam filmy, wychodzę gdzieś z kimś, realizuję własne pomysły…

I tak sobie pomyślałem, że chyba już pora się ustatkować… Jakąś kobietę znaleźć (a nuż się jakaś wariatka znajdzie), przestać szaleć, zapuścić korzenie… Im dłużej o tym myślę (a myślę o tym dość intensywnie od niedzieli) tym bardziej przekonuję się o tym, że “spokojne życie” jednak nie jest dla mnie. Nie wyobrażam sobie, żebym miał “zadokować” w jakimś miejscu. Odbiłoby mi…

Tak więc. Moi drodzy “porządni” znajomi: życzę Wam szczęścia. Ja nie mam zamiaru się zmieniać. Jeśli ktoś tego nie rozumie to ma pecha.

Na koniec cytat:

Chociaż puste mam kieszenie,
No i wódy czasem brak.
Ja już nigdy się nie zmienię,
Zawsze będę żył już tak.

Dżem - “Autsajder”

Opublikowany w Ogólne | Komentarzy: 3 »

Closterkeller w Częstochowie :).

Opublikował/a tomekwojcik w dniu kwiecień 13, 2008

Stała się w piątek rzecz niemożliwa. Zespół Closterkeller, legenda polskiego gotyku, przyjechał do Częstochowy. Dlaczego było to niemożliwe? Ano dlatego, że liderka zespołu Anja Orthodox otwarcie stwierdziła przy okazji AGT 2006 w Katowicach, że granie w Utopii w Częstochowie to jest masakra. Absolutnie się z tym zgadzam. Tym razem Closterkeller zagrał w Galerii Teatru From Poland. Na moje oko obecnych było grubo ponad 200 osób. Lokal był “nabity jak strzelba” :).

Muszę przyznać, że nie jestem jakimś mega-fanem Closterkeller’a. Lubię ich muzykę tylko w tym nowszym wydaniu. Ze starszych utworów to lubię składankę pt. “Pastel” i akustyczny koncert pt. “Fin de Siecle”. Na szczęście Closterkeller wypada bardzo dobrze na żywo. Koncerty są bardzo energetyczne. Zespół jest autentyczny i dobrze się na scenie bawi. Sety są tak dobrane, że każdy znajdzie cos dla siebie - “starzy” fani zwykle słyszą “Violet” itp. szlagiery, młodzi fani słyszą “Władzę” (sic!), “mhroczne gothki” są traktowane tymi wszystkimi utworami, które pozwalają im się zachwycać głosem Anji itp.

A propos “gothek”. Rozwala mnie to jak one patrzą na Anję. Generalnie dla nich nie istnieje reszta zespołu. Przynajmniej takie wrażenie odnoszę ja. Ilekroć na koncercie zrobi się jakiś młyn to dziewczęta obrzucają nas wrogimi spojrzeniami pt. “Co Wy robicie? Przez Was bolą mnie nogi!”. Swego czasu (przy okazji AGT 2007) było o tym głośno na Forum Closterkeller’a :). Ja osobiście sądzę, że jeśli w/w osobniczki nie chcą zostać poszkodowane to niech wybłagają u “Królowej” snakepit i nie będzie problemu :P. Dziewczyny traktują Anję jak ikonę. Stoją, patrzą, śpiewają. Ja przychodzę na kocnert się pobawić, zaszaleć, poobijać w młynie (a co!) itp. One przychodzą się pozachwycać jedną osobą. Ja rozumiem, że Anja jest utalentowana (i to bardzo), ale sorry. Reszta kapeli też istnieje…

Przyglądając się rozstawiającemu się Closterkeller’owi zauważyłem coś bardzo niepokojącego (przynajmniej mnie). Na tym koncercie na basie nie zagrał Krzysztof Najman, którego styl gry podziwiam i którego uważam za najlepszego polskiego basistę. Ten człowiek gra na koncertach tak, jakby to nie był dla niego w ogóle wysiłek, jednocześnie wydobywając z basu niesamowite dźwięki. Zastąpił go basista, który zagrał z Closterkellerem do koncertu w Częstochowie jedną próbę. Powiem Wam, że byłem pod niesamowitym wrażeniem jego gry. Gość zagrał bardzo dobrze, widać było że czuł klimat i grał na luzie. Przyznam się, że na początku imprezy się obawiałem, ale po koncercie byłem bardzo zadowolony. Brak Krzyśka zaowocował co prawda brakiem “Perły”, ale nie można mieć wszystkiego :).

Pokoncertowy Cathedral też był bardzo fajny. Co prawda wcześnie się z niego urwałem (o 1:30), ponieważ miałem transport do domu, ale mimo wszystko pobawiłem się fajnie. Jedynym minusem Cathedral’a obdywającego się po koncercie jest to, że ludzie są zmęczeni. Trudno jest wykrzesać z siebie energię do zabawy na parkiecie po dwugodzinnym szaleństwie pod sceną, hehehe.

Ogólnie rzecz biroąc piątkowy wieczór był bardzo udany. Cieszy mnie to, że Closterkeller wyraził chęć przyjechania do nas wraz z trasą Abracadabra Gothic Tour, ponieważ nie będę musiał jeździć do Katowic ani nie nigdzie indziej na koncert. Założenie jest takie, że Closterkeller’a już live widziałem, więc nie ma sensu szaleć, żeby ich zobaczyć.

Żałuję tylko, że nie dane mi było pojechać tej wiosny na koncert Artrosis. Niestety w tym tygodniu zatrzymały mnie w Częstochowie sprawy prywatne, zaś w przyszły weekend wybywam na podstawówkową imprezę… Przyjdzie mi poczekać do jesieni.

Opublikowany w Muzyczne odloty, Muzyka | Bez komentarzy

Keynote :).

Opublikował/a tomekwojcik w dniu kwiecień 5, 2008

Miałem dzisiaj przyjemność przeprowadzić prezentację Mac OS X w mojej “szkole”. Generalnie rzecz biorąc sprowadziło się to do opowiedzenia pokrótce o cechach systemu, pokazaniu go w akcji, udostępnieniu mojej maszyny grupie do pobawienia się i udzieleniu odpowiedzi na dziesiątki pytań.

Pierwszym etapem była prezentacja, którą wykonałem w Keynote. Nauczyciel był zachwycony z tego, że nie czytałem tekstu tylko korzystałem z tego co miałem na rzutniku jako pomocy, bez przerwy wtrącając hasła typu “Co mamy dalej? No tak - FronRow.”. Pikanterii mojemu wystąpieniu dodało to, że sterowałem komputerem za pomocą pilota :). Niby taki bajer, a w momencie przykuł uwagę słuchaczy…

Drugi etap, prezentacja systemu “na żywo”, polegał na tym, że siadłem sobie przy komputerze i zacząłem na nim normalnie pracować - odpaliłem Adiuma, Safari, Mail’a, Viennę… Po drodze padały oczywiście pytania i prośby o pokazanie jakichś konkretnych aplikacji w akcji (np. Photoshop albo Pages). Podjęliśmy nawet próbę zajechania systemu. Polegała ona na odpaleniu wszystkiego co mam w dock’u (nie licząc Finder’a, Dashboard’a i Preferencji jest tego 13 aplikacji) i sprawdzeniu ile system wytrzyma. Maczek był dzielny, ale (zgodnie z moimi przewidywaniami) zaczął zwalniać po odpaleniu Photoshop’a i załadowaniu ważącego 12 MB szablonu strony WWW :). Ludzie byli pod niemałym wrażeniem, zwłaszcza kiedy pokazałem im co moja maszyna ma “pod maską”.

Do zabawy z moim komputerem ustawiła się kolejka, hehe. Ludzie klikali, sprawdzali, patrzyli, niektórzy coś mówili o próbie popsucia systemu. Niestety konto Guest, które im udostępniłem, nie ma uprawnień administracyjnych, więc próby przejęcia maszyny przy pomocy polecenia sudo su spełzły na niczym. Jeden z uczestników zajęć podjął też nieśmiałą próbę włamu. Tym zajął się firewall i osobnik ów zobaczył tylko porty WWW, FTP, Bonjour’a i SMB. Kolega sobie odpuścił zobaczywszy statystykę pingów (żaden do niego nie wrócił, ponieważ blokuję odpowiedzi na żądania ICMP) i stwierdził, że jestem zabezpieczony (nie rozumiem dlaczego zakładał, że nie jestem).

Tą prezentację uważam za udaną z kilku powodów:

  1. Rozmawiałem z ludźmi mającymi pojęcie o czym mówię, w związku z czym zamiast pytań w stylu “To Mac działa w Polsce?” słyszałem pytania typu “A jaki masz serwer WWW?”, “Możesz kompilować pakiety z Linuksa?” albo “A jaki masz system plików? Jest dziennikowany?”.
  2. Udało mi się pokazać nawet tym najtwardzym zwolennikom Linuksa, że OS X to jest system dla nich. Wielu (w tym kilka osób zajmujących się programowaniem aplikacji WWW i administrowaniem sieciami) stwierdziło, że gdyby dziś mieli wydać 3500 zł na laptopa to byłby to Mac. Przyznam, że tego nie oczekiwałem, ale się cieszę :).
  3. Prowadziłem całą tą imprezę właściwie bez przygotowania. Miałem prezentacyjkę (całych 16 slajdów) i Maka. Nieskromnie powiem, że sobie świetnie poradziłem. Dowodem tego jest chociażby wymiar czasu jaki zająłem nauczycielowi - ponad 2 godziny. Co więcej, po moim wystąpieniu na conajmniej pięciu monitorach pojawiły się strony opisujące Maki :).

Jednego tylko nie rozumiem - skąd bierze się u mnie umiejętność bycia elokwentnym. Ci, którzy znają mnie osobiście przyznają mi z pewnością rację kiedy powiem, że do osób mających jakąś szczególną prezencję nie należę. Ot jestem sobie takim Tomkiem i tyle. A jednak zdarza mi się być słuchanym…

Naprawdę tego nie rozumiem…

Opublikowany w Apple Macintosh, Internet, Ogólne | Komentarzy: 7 »

Trudny wybór.

Opublikował/a tomekwojcik w dniu marzec 29, 2008

Oto stanąłem przed dość trudnym wyborem. Niedługo (w okolicach września) mam zamiar wymienić telefon. Aktualnie posiadam Nokię 6810. Aparat jest całkiem OK - ma pełna klawiaturę, jest szybki i stabilny. Niestety funkcjonalność przestała mi wystarczać. Brakuje mi możliwości przeglądania plików PDF, (X)HTML, dużych grafik; zaawansowanych klientów usług sieciowych (głównie SSH, GG i Jabber); interpreterów jęyków takich jak Python czy PHP; obsługi WiFi itp.; dobrej przeglądarki WWW… W związku z tym postanowiłem (po niecałych dwóch latach użytkowania mojej aktualnej maszyny) zakupić urządzenie, które spełni moje wymagania i zostawi mi jakąś rezerwę na przyszłość.

Na tą chwilę wchodzą w grę trzy urządzenia:

  • Nokia E90 Communicator - taki mniejszy laptop. Urządzenie dysponuje pełną klawiaturą QWERTY, Symbianem trzeciej generacji, wyświetlaczem o ogromnej rozdzielczości (800px x 352px), wbudowanym wsparciem dla formatów M$ Office, kompletnym wsparciem dla najnowszych technologii komunikacyjnych (WiFi, BT 2.0, VoIP, EDGE); ma wbudowany GPS, obsługuje JS i Flash’a oraz ma slot na kartę pamięci o pojemności do 2GB. Słowem - masakra. Jedynym problemem jest na dzień dzisiejszy cena - 2000 zł. Poza tym jest to maszyna marzeń.
  • Sony Ericsson W960i - standardowy smartphone z Symbian’em 3ciej generacji na pokładzie. Pełną klawiaturę zastąpiono dotykowym ekranem i rysikiem. Niestety urządzenie nie ma slotu na kartę pamięci, ale ilość wbudowanej pamięci (8GB) to rekompensuje. Od w/w Nokii ten telefon rożni się tylko mniejszym wyświetlaczem (240px x 320px), brakiem oprogramowania M$ Office, brakiem GPS i brakiem pełnej klawiatury. Ogromna pamięć flash i dotykowy ekranik zdecydowanie rekompensują te wady. Urządzenie na dzień dzisiejszy kosztuje 1600 zł, co jest dość atrakcyjną ceną.
  • Apple iPhone - na koniec maszyna spod mojego ulubionego znaku :). iPhone chodzi mi po głowie już od jakiegoś czasu. Do plusów należy zaliczyć wielodotykowy ekran, dużą pamięć (8GB), system operacyjny (dedykowana wersja OS X’a) i znaczek Jabłuszka na obudowie. Minus zaś jest zasadniczy - iPhone w Polsce nie jest dostępny oficjalnie. Idzie za tym brak gwarancji na sprzęt. Poza tym trzeba się męczyć z łamaniem simlock’a i jailbreak’iem, który pozwoli wgrywać zewnętrzne aplikacje (takie jak chociażby PDF Reader). Cena tego urządzenia to 1600 zł (nowy telefon, przywieziony z USA, z papierami, przed złamaniem).

No i właśnie nie wiem na co się zdecydować. Wszystkie wymienione przeze mnie urządzenia dają mi do dyspozycji podobny zestaw możliwości (choć Nokia z obsługą formatów Office’a wychodzi na prowadzenie), podobnie kosztują (tu niestety Nokia przegrywa) i dobrze się prezentują. Chcę kupić dobry sprzęt, który będzie mi trochę służył i dawał konkretne możliwości. iPhone mnie nieustannie kusi, ale poważnie uwiera mnie brak gwarancji. W razie jakiejś awarii nie mam się jak ratować. Serwisy Nokii mają to do siebie, że jak tam pójdę z padniętą E90 (w dodatku kupioną bezpośrednio w Nokii Polska) to dostanę z miejsca filiżankę kawy, telefon zastępczy i ekspresową obsługę. Skąd ta pewność? Widziałem w akcji serwis Nokii gdy mój dobry znajomy reklamował starszego Communicator’a (9300i). Sony Ericsson’a na dzień dzisiejszy musiałbym kupować za granicą, ale to nie problem - jesteśmy w Unii Europejskiej, w której funkcjonuje pojęcie gwarancji europejskiej.

Tym samym proszę Was, moich Czytelników, o jakieś opinie itp.

Co Ty byś kupiła/kupił będąc na moim miejscu?

Opublikowany w Egzystencja, Ogólne | Komentarzy: 5 »

Odliczanie czas zacząć!

Opublikował/a tomekwojcik w dniu marzec 29, 2008

Już tylko 2 miesiące dzielą mnie od koncertu Metalliki. Po prostu mnie roznosi :). Ilekroć słyszę Metallikę to czuję zapach tego powietrza unoszącego się nad Stadionem Śląskim. Gdy wczoraj na “Skandalicznym Karaoke” poleciały numery Metalliki (”Seek And Destroy”, “The Unforgiven”, “Sad But True” i “Nothing Else Matters”) to ledwie udało mi się wysiedzieć na miejscu…

Metallica to kapela dla wielu oznaczających komercję. Cóż, taka jest prawda, że chłopaki z muzyki żyją. To nie to samo co np. polskie kapele w stylu Artrosis, których członkowie na codzień sobie pracują, a grają “na boku”. Czegokolwiek by o Metallice nie mówić to trzeba przyznać, że ten zespół nagrał kawał dobrej muzyki. Dla wielu znanych mi ludzi koniec “porządnej” Metalliki wyznacza płyta “Metallica” (czyt. Czarna Płyta). Dla mnie Metallica to po prostu ukochana kapela. Od nich i Guns’n'Roses zaczynałem swoją przygodę z ciężkimi brzmieniami. Na Metallice szlifowalem (i szlifuje nadal) moje “granie” na gitarze, zarówno basowej jak i elektrycznej/akustycznej. Pomimo tego, ze moja przygoda z Metallika trwa juz 12 lat to nadal z przyjemnością wrzucam na słuchawki płyty tej kapeli…

Tak więc za 2 miesiące, 28go maja 2008, wsiądę do pociągu do Katowic. Później jakimś środkiem transportu dotrę do Chorzowa, ustawię się w kolejce po opaske do snakepit’u, zjem coś, chlapne kilka piw, a około 20tej odlecę daleeeeeeko…

Żałuję tylko, że w tym roku nie zobaczę się z Bardem, Igorem, moją mamą i (last but not least) z Olą na płycie Stadionu Śląskiego. Tak jakoś się dziwnie poukładało :(.

Olu, pamiętasz 2004? Bądź 28.05 pod telefonem…

PS. Tak, wiem że Metallica skończyła się na “Kill’em All” :).

Opublikowany w Ogólne | Komentarzy: 4 »

Trochę inne programowanie…

Opublikował/a tomekwojcik w dniu marzec 24, 2008

Za namową Forgera postanowiłem przyjrzeć się framework’owi ExtJS. Generalnie rzecz biorąc jest to środowisko programistyczne JavaScript, które pomaga programistom tworzyć dynamiczne aplikacje WWW. Od typowego połączenia XHTML + PHP różni się ono tym, że za prezentację danych odpowiadają okna, panele i inne kontrolki generowane przez JS. PHP (czy inny język/framework działający po stronie serwera) w zasadzie służy tylko do komunikacji z bazą danych.

Spędziłem dwa dni wprowadzając w życie pomysł, który w czwartek podrzucił mi mój kolega z pracy. Chodziło o to, żeby rozszerzyć funkcjonalność widget’u “żółte karteczki” o możliwość wysyłania notatek innym użytkownikom. Postanowiłem wykorzystać do tego kombinację Dashboard’a (Makowego silnika widget’ów), ExtJS (jako warstwy prezentacji danych) i PHP (do obsługi operacji bazodanowych). Prawie mi się udało. W przeglądarkach aplikacja działa świetnie. Niestety pokonał mnie Dashboard, a dokładniej środowisko w jakim żyją widget’y. Obszedłem wiele ograniczeń i problemów - znikające przyciski, których stan zależał od poprawności formularza, brak obsługi ciasteczek (zastąpiłem je wbudowanymi w Dashboard preferencjami widget’ów) oraz okienka dialogowe zasłaniane przez inne okna (czyli motanina z z-index’em). Ostatnim problemem, który mnie niestety pokonał, są znikające przyciski w oknach dialogowych. Jeśli user kliknie OK w jednym okienku to w drugim (np. proszącym o potwierdzenie usuwania jakiegoś wpisu) już się ten przycisk nie pojawi. Winą obarczam haki, które Apple zaaplikowało WebKit’owi napędzającemu Dashboard. Testowo podmieniłem biblioteki tak, żeby Dash korzystał z tego samego WebKit’a co Safari i moja aplikacja działała poprawnie, ale niestety inne widget’y sie sypały w mniej lub bardziej spektakularny sposób. Na tą chwilę złożyłem broń. Mam co prawda jeden pomysł (własna klasa okienka dialogowego), ale jestem już zbyt zmęczony na walkę z kodem…

Z żalem jednak muszę coś stwierdzić. Podejście do programowania aplikacji WWW prezentowane przez ExtJS nie jest takie złe. Generalnie rzecz biorąc programowanie w środowisku przeglądarkowym mnie denerwuje. Po pierwsze dlatego, że jest to proces wtórny - ciągle robi się to samo. Po drugie dlatego, że taki schemat mnie bardzo ogranicza. Skrypt PHP ma ograniczoną pamięć i czas życia. Przy schemacie akcja-reload nie zawszę mogę sobie pozwolić na utrzymywanie jakichś danych, w stylu np. listy wpisów w danej kategorii. Problem polega na tym, że po zmianie któregoś z w/w wpisów muszę na nowo przeładować całą ich listę… Po trzecie - takie podejście bardzo obciąża system operacyjny serwera. Pół biegy jeśli wpisów jest 10, ale w momencie gdy jest ich 10000 to już nie jest tak fajnie. Ładowanie tych samych danych kilkadziesiąt razy pod rząd (jeśli nie więcej) powoduje jazdę na serwerze bazy danych, WWW, łączach itd. Po czwarte - tworząc aplikcję WWW muszę pamiętać o tym, że jej użytkownicy będą używać wielu systemów i wielu przeglądarek. Idzie za tym konieczność przystosowania kodu HTML i CSS do takiego scenariusza. Wyobrażacie sobie profesjonalny panel administratora jakiegoś serwisu, który się wywala pod IE?

Pod tymi względami aplikacje systemowe niszczą aplikacje WWW. Dobry projekt interfejsu graficznego pod kątem przenośności to kwestia dużo krótszego czasu niż przystosowanie szablonu do wszystkich przeglądarek. Aplikacja dysponuje nieporównywalnie większymi zasobami od sryptu na serwerze. Ponadto o np. podział listy wpisów na strony dba system, podczas gdy moim zmartwieniem jest tylko przekazanie do odpowiedniego komponentu odpowiednich danych. Jeśli tych danych jest dużo to mogę je buforować i doczytywać na żądanie. Do tego dochodzi prosta interakcja z użytkownikiem - system sam generuje okna dialogowe, dba o ich wyświetlenie. Ja muszę mu tylko powiedzieć co i kiedy ma się wyświetlić.

Większość z tych problemów eliminuje Ext. Niestety także i w tym przypadku aktualne zostają problemy z poprawnym wyświetlaniem tworzonych przez program elementów. Taka już natura HTML’a, z którego korzysta Ext. Nie zmienia to jednak mojego podejścia do programowania WWW. Wyżej wymienione negatywy powodują, że nie mogę już się doczekać rozpoczęcia prac nad moim CMS’em. Ma to być system, w którym panel administratora będzie natywną aplikacją Mac OS X a frontend standardową stroną napisaną w PHP. Nie ukrywam, że kusi mnie napisanie czegoś takiego w Ext’cie. Byłoby to z pewnością ciekawe doświadczenie, ale wolę mój wolny czas poświęcić na stworzenie w końcu czegoś dużego na Maku. Poza kilkoma małymi aplikacyjkami i kilkunastoma skryptami AppleScript nie miałem jeszcze okazji poważniej korzystać z API Cocoa. Projekt własnego CMS’a jest idealny do nauki API OS X.

Pomimo porażki (wszak nie udało mi się osiągnąć założeń jakie przyjąłem) w tworzeniu “żółtych karteczek” nie żałuję tych kilkunastu godzin spędzonych przed komputerem. Być może kiedyś będę musiał z tych czy innych powodów bliżej zaprzyjaźnić się z Ext’em. Jeśli tak to mam już jakieś podstawy i umiem poruszać się po dokumentacji API…

Opublikowany w Apple Macintosh, Programowanie, Webmastering | 1 Komentarz »