Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak lubicie ten czy inny utwór/zespół/wykonawcę (powinny być inne przyimki, ale “ciiii”)/gatunek? Ja się nad tym zastanawiam od kilku dni.
Wszystko zaczęło się w chwili, gdy w mijającym tygodniu złapała mnie faza na Nine Inch Nails. Połączenie NIN, The Gathering, The Corrs i Moonlight’u zaowocowało u mnie chwilą zadumy. Od mniej-więcej środy chodzi za mną pytanie postawione w pierwszym akapicie: Dlaczego tak mi się to podoba?
Staram się maksymalnie roszerzać swoje horyzonty. Słyszałem muzykę w wielu odmianach: rock’a, punk, grunge, reggae, ska, r’n'b, rock’n'roll, blues’a, jazz, metal, techno, ambient, muzykę elektroniczną (czyli np. The Prodigy, przy których “typowe” techno to pikuś), industrial, muzykę klasyczną (uwielbiam Mozart’a), gotyk, disco, pop, drum’n'bass + kombinacje i podgatunki powyższych oraz wiele innych gatunków, o których w tej chwili nie pamiętam. W każdym z w/w gatunków potrafię się jakoś odnaleźć i wymienić minimum jednego artystę, którego twórczość mnie w jakiś sposób urzekła. Staram się jednak być człowiekiem wybrednym - wyszukuję dźwięki, które do mnie naprawdę trafiają.
No i tak sobie myślę, że trudno jest określić dlaczego coś mi się podoba. Są momenty, gdy jest to jasne, np. The Gathering - wokal + specyficzny styl muzyczny + genialne teksty; czasami jednak jest trudniej, np. w przypadku NIN. Po prostu bywa tak, że słucham jakiejś płyty i nie myślę o niczym innym. Przez ten czas nie istnieje nic - tłok w autobusie, mróz/upał na dworze, dyskusja w gronie znajomych… Ilekroć coś takiego się zdarza to wiem, że to co słyszę mi się podoba… Nie zmienia to faktu, że do niektórych dźwięków przekonuję się długo - tak było z “Nero” Closterkeller’a albo z “How To Measure a Planet?” The Gathering.
Z perspektywy czasu stwierdzam, że do muzyki, tak jak do wszystkiego trzeba dorosnąć. Czasami jest potrzebne pewne zaplecze, które ułatwi obcowanie z jakimś gatunkiem. Myślę sobie, że gdybym usłyszał “Home” The Gathering nie rok temu a trzy lata temu (przy okazji mega fazy na klimaty gotyckie) to nie zwróciłbym nawet na ten album uwagi… Niewątpliwie stwierdzam, że wiele bym przez takie podjeście stracił.
Wniosek? To czy mi się podoba jakaś muzyka to kombinacja wielu czynników - miejsca, czasu, mojego nastroju, otwartości umysłu, kunsztu wykonawcy i tego “czegoś”, co sprawia że po prostu się odpływa…
PS. Strasznie trudno się pisze o tak abstrakcyjnych sprawach…