Closterkeller w Częstochowie :).
Opublikował/a tomekwojcik w dniu kwiecień 13, 2008
Stała się w piątek rzecz niemożliwa. Zespół Closterkeller, legenda polskiego gotyku, przyjechał do Częstochowy. Dlaczego było to niemożliwe? Ano dlatego, że liderka zespołu Anja Orthodox otwarcie stwierdziła przy okazji AGT 2006 w Katowicach, że granie w Utopii w Częstochowie to jest masakra. Absolutnie się z tym zgadzam. Tym razem Closterkeller zagrał w Galerii Teatru From Poland. Na moje oko obecnych było grubo ponad 200 osób. Lokal był “nabity jak strzelba” :).
Muszę przyznać, że nie jestem jakimś mega-fanem Closterkeller’a. Lubię ich muzykę tylko w tym nowszym wydaniu. Ze starszych utworów to lubię składankę pt. “Pastel” i akustyczny koncert pt. “Fin de Siecle”. Na szczęście Closterkeller wypada bardzo dobrze na żywo. Koncerty są bardzo energetyczne. Zespół jest autentyczny i dobrze się na scenie bawi. Sety są tak dobrane, że każdy znajdzie cos dla siebie - “starzy” fani zwykle słyszą “Violet” itp. szlagiery, młodzi fani słyszą “Władzę” (sic!), “mhroczne gothki” są traktowane tymi wszystkimi utworami, które pozwalają im się zachwycać głosem Anji itp.
A propos “gothek”. Rozwala mnie to jak one patrzą na Anję. Generalnie dla nich nie istnieje reszta zespołu. Przynajmniej takie wrażenie odnoszę ja. Ilekroć na koncercie zrobi się jakiś młyn to dziewczęta obrzucają nas wrogimi spojrzeniami pt. “Co Wy robicie? Przez Was bolą mnie nogi!”. Swego czasu (przy okazji AGT 2007) było o tym głośno na Forum Closterkeller’a :). Ja osobiście sądzę, że jeśli w/w osobniczki nie chcą zostać poszkodowane to niech wybłagają u “Królowej” snakepit i nie będzie problemu :P. Dziewczyny traktują Anję jak ikonę. Stoją, patrzą, śpiewają. Ja przychodzę na kocnert się pobawić, zaszaleć, poobijać w młynie (a co!) itp. One przychodzą się pozachwycać jedną osobą. Ja rozumiem, że Anja jest utalentowana (i to bardzo), ale sorry. Reszta kapeli też istnieje…
Przyglądając się rozstawiającemu się Closterkeller’owi zauważyłem coś bardzo niepokojącego (przynajmniej mnie). Na tym koncercie na basie nie zagrał Krzysztof Najman, którego styl gry podziwiam i którego uważam za najlepszego polskiego basistę. Ten człowiek gra na koncertach tak, jakby to nie był dla niego w ogóle wysiłek, jednocześnie wydobywając z basu niesamowite dźwięki. Zastąpił go basista, który zagrał z Closterkellerem do koncertu w Częstochowie jedną próbę. Powiem Wam, że byłem pod niesamowitym wrażeniem jego gry. Gość zagrał bardzo dobrze, widać było że czuł klimat i grał na luzie. Przyznam się, że na początku imprezy się obawiałem, ale po koncercie byłem bardzo zadowolony. Brak Krzyśka zaowocował co prawda brakiem “Perły”, ale nie można mieć wszystkiego :).
Pokoncertowy Cathedral też był bardzo fajny. Co prawda wcześnie się z niego urwałem (o 1:30), ponieważ miałem transport do domu, ale mimo wszystko pobawiłem się fajnie. Jedynym minusem Cathedral’a obdywającego się po koncercie jest to, że ludzie są zmęczeni. Trudno jest wykrzesać z siebie energię do zabawy na parkiecie po dwugodzinnym szaleństwie pod sceną, hehehe.
Ogólnie rzecz biroąc piątkowy wieczór był bardzo udany. Cieszy mnie to, że Closterkeller wyraził chęć przyjechania do nas wraz z trasą Abracadabra Gothic Tour, ponieważ nie będę musiał jeździć do Katowic ani nie nigdzie indziej na koncert. Założenie jest takie, że Closterkeller’a już live widziałem, więc nie ma sensu szaleć, żeby ich zobaczyć.
Żałuję tylko, że nie dane mi było pojechać tej wiosny na koncert Artrosis. Niestety w tym tygodniu zatrzymały mnie w Częstochowie sprawy prywatne, zaś w przyszły weekend wybywam na podstawówkową imprezę… Przyjdzie mi poczekać do jesieni.